Lublinek. Czyli Łódzkie lotnisko im.Władysława Raymonta, które ostatni raz widziałam jakieś 11 lat temu. Co prawda miałam 10 lat, ale co nieco pamiętam. Czekałam przed wejściem, na przystanku na jaki kolwiek autobus. Tak w zasadzie nie musiała długo tu stać bo autobus przyjechał praktycznie od razu. Szybko zajęłam miejsce, walizki postawiłam obok siebie i oparłam policzek o szybę. Przyglądałam się dokładnie budynką. Z każdą minutą jazdy wspomnienia wracały, czasem przyjemne, czasem nie. I tak było mi to obojętne, nie chciałam wspomnień, to miał być nowy początek.
Autobus nagle zatrzymał się na jednym z przystankó, gdy wyjrzałam przez okno ujrzałam bardzo dobrze znaną mi szeroką ulicę. Szybko złapałam walizki i ruszyłam w jej głąb, gdy zobaczyłam te wszystkie domy, ławki, sklepy, restauracje czy bary moje usta mimowolnie zgięły się w uśmiech. Rozglądałam się i trzepałam swoimi lekko pokręconymi blond włosami na wszystkie strony.
-Łódzki Wiiiidzeeew ! Łódzki Widzeeew ! Walczy całaaa Czerwona Armia ! -Usłyszałam krzyk jakiegoś nawalonego faceta bez opamiętania przemierzającego chodnik. Ciągnęła niemrawo walizke za sobą. Na jedym ramieniu mialam torby swoje i matki, a na drugim pokrowiec ze swoją gitarą. Po chwili zajęłam miejsce na kluczu wiolinowym przy fortepianie Rubinsteina i wyciągnęłam instrument z pokrowca. Nie długo minęło jak zaczęłam brzdąkać Patience, czyli prowdopodobnie mój życiowy hymn, rozłożyłam pokrowiec przed sobą i nie przerywałam grania. Wygwizdałam zgrabnie intro, a potem dołożyłam i do tego śpiew. Po chwili wokół mnie powstało grono klaszczących ludzi, na czele z niewysokim chłopakiem, chyba jakoś w moim wieku, o niezbyt długich, ale i nie krótkich ciemno brązowych włosach i cudownych czekoladpwych oczach. Jego usta zaraz przybrały uśmiech ukazując dołeczki , a ja przez zagapienie w niego szarpnęłam nie tę strunę co powinnam i szybko przerwałam grę. Drobniaki zaczęły sypać się do pokrowca a on nadal stał i o ile się nie mylę, liczył każdą złotówkę.
-No brawo barwo. Masz dwie dychy! -ja tylko zabawnie zapiszczałam i uniosłam gitarę w geście triunfu. Dobrze wiedziałam, że to nie na tym mi zależało, ale podobała mi się to. Te swie dychy starczą mi już na 4 butelki jakiegoś chujowego wina i wystarczy. Po chwili chłopak zaczął zbierać drobne z pokrowca, a ja jak idiotka zamiast zwrócić uwagę, przyglądałam się. Ten jednak zamiast uciec podał mi pieniądze, które natychmiast wrzuciłam do torby. Zasiadł na kluczu wygodnie obok mnie i zmierzył mnie wzrokiem po czym podał mi rękę.
-Kuba jestem.-z uśmiechem uścisnęłam mu dłoń.
-Lena. Miło mi. -I na tych słowach nasza rozmowa umilkła. Zastanawiałam się po co on właściwie siedzi bez słowa obok. Miał taki..niski zachrypnięty głos. Nie powiem, bardzo pociągający.
Jednak ta cisza ciągnęła się w nieskończoność. Odwróciłam głowę w jego stronę.
-No to Jakubie..Jesteś z Łodzi?
-Tak!-odpowiedział łapczywie szczerząc się.-Mieszkam z kumplami z zespołu.
-No prosze. Masz zespół. Co gracie?-pokręcił tylko głową i wlepił wzrok w ziemię. Szybko potargał sobie włosy i westchnął.
-A bo ja wiem. Nie lubimy się określać. Po prostu Rock, choć niektórzy nazywają to Rockiem progresywnym czy Art Rockiem.-pokiwałam głową ze zrozumieniem i wlepiłam wzrok w wejście do kamienicy przed sobą.
-A ty? Jesteś z Łodzi?
-Nie..Znaczy..Urodziłam się tu, ale jak miałam 10 lat wyjchałam do Londynu. Teraz jestem tu...i...
-..i nie masz gdzie mieszkać, zgadłem?-pokiwałam głową i krzywo się uśmiechnęłam.-No to zamieszkaj narazie z nami póki nie znajdziesz mieszkania. Mamy wolny jeden pokój, taki akurat, a nie imprezujemy często. Jesteśmy dość ogarnięci. Płacisz tylko swoją działke za mieszkanie i tyle. -wzruszył ramionami i spojrzał na mnie serdecznie. Zaczęłam to dokładnie przemyślać jegi propozycję jednak po chwili pokiwałam głową i posłałam mu krótki uśmiech.
-W sumie..czemu nie.-jednak propozycja mieszkania z pięcioma facetami była conajmniej dziwna. Miałam nadzieję jednak, że nie będe musiała na długo tam zawitać. Chciałam jak naszybciej znaleźć własne mieszkanie i pracę.
-Nie daleko mieszkamy, to jak?-ponownie przytaknęłam i wstałam. Zapakowałam gitarę i zarzuciłam ją na ramię, to samo zrobiłam z torebkami, a Kuba złapał moją walizkę. Nie długo po tym doszliśmy do niewielkiego domu, z ogrodem. Otworzył mi furtkę, a ja weszłam, po chwili zrobił to samo z drzwiami wejściowymi i natychmiast się wydarł.
-Chłopaki, znalazłem współlokatora! A raczej lokatorkę..
-Kto to? Pewnie znowu jakaś niewyrzyta mało-przerwał swój monolog wysoki blondyn i zmierzył mnie spojrzeniem.-Dobra. Nic nie słyszałaś. Leszek jestem.
-Lena..
-Pokażcie mi tą ślicznotkę..-kolejny blondyn, tym razem odrobinę niższy.-Ou. Janusz, miło mi.-kiwnęłam głową. Następnie ukazał mi się brunet, o długich włosach i niebieskich oczach. Niezwykle przystojny, i idealnie zbudowany.
-Wiktor..-podszedł do mnie i pocałował wiesz mojej dłoni.
-Po co kurwa całe to zamieszanie no..-pokazał się śreniej wysokości chłopak, szczerze to praktycznie łysy, w każdym razie..nie widziałam go w innej fryzurze..To pasowało do niego wręcz idealnie. Ciało też miał cudowne i do tego uśmiech i ogromne brązowe oczy.-Dobra. Już czaje. Jestem Adam.-uśmiechnął sie ukazując rząd białych zębów.
-Chodź, pokaże Ci mój pokój. Widzę, że jesteś zmęczona.-Złapał mnie za rękę i zaprowadził na piętro, a potem wprowadził do pokoju. Był nieiwelki, z dwirma szafkami. Biurkiem i łóżkiem, o bordowo kremowych ścianach.
-No i cudnie. Dzięki.-Kiwnął głową i wyszedł. Ja nie przebierając się położyłam się na łóżku i pod wpływem zmęczenia zaraz zasnęłam.
środa, 3 lipca 2013
Rozdział 1.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie sucham, nie znam i jakoś mnie nie ciągnie, ale chętnie poczytam. Zresztą miałaś mi załatwić numer! Także ten tego czekam na rezultaty, bo może być ciekawie. Zaleciało mi peeewnym małym plagiatem - nie ma gdzie mieszkać, a tu chłopacy mają mieszkanie... xD
OdpowiedzUsuń