niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 4

-Lena.Lena wstawaj !-usłyszałam znajomy mi już głos Wiktora i szybko zerwałam się z łóżka.
-CO?!-Krzyknęłam prosto do jego ucha za co dostałam solidny cios w ramię.-Aua ! Co chcesz?!
-Kolejny etap udawania pary. Wspólny prysznic. -Przewróciłam oczami. Złapałam świerze ciuchy i swój ręcznik a potem spojrzałam na Wiktora.
-Gotowa.
-No to chodź.-Objął mnie ramieniem. Ja się w niego wtuliłam i pomkneliśmy korytarzem mijając przy okazji Kubę który jak zwykle promieniował uśmiechem. Zamknęliśmy się w łazience. Kiedy się odwróciłam walnęłam cudownego facepalma.
-Macie tylko wanne?!
-No tak.-Odpowiedział szczerząc się. Westchnęłam i patrząc na niego dziwne zciągnęłam koszulke i spodenki. Mój wzrok zaraz powędrował na jego spodnie.
-Ogarnij kumpla bo hymnu nie śpiewamy, na baczność stać nie musi.-Ten szybko spojrzał na swoje krocze i zakrył je rękoma. Jak zwykle wszystko zignorowałam i zaczęłam puszczać wodę do wanny razem z płynem tworząc jak nawiększą pianę. Kiedy już wszystko było gotowe rozebrałam się całkowicie i powoli weszłam do gorącej wody zakrywając się ostatecznie pianą.
-No i na chuj ta piana...-mruknął nadal trzymając ręce w tym miejscu.
-Po to, żebyś sobie spodni nie poplamił bo biała plama na czarnym to tak kiepsko trochę.-Mówiłam związując swoje blond loki w kucyk gumką którą zawsze trzymam na nadgarstku. Po chwili zobaczyłam jak podchodzi do wanny i siada skrzyżnie na przeciw niej opierając brodę o krawędź. Przyglądał się mojej twarzy, a ja tylko ochlapałam go wodą.
-Co ja kurwa zielona jestem?!
-Nie. Po prostu ładna.
-Jak 90% polek.
-Ale tylko jedną z nich mam przy sobie. Nagą. W wannie. Daj się napatrzeć no.-Spojrzałam w góre i zobaczyłam zasłonkę za którą zazraz szarpnęłam. Ta zamiast zasłonić się spadła prosto na głowę mojego długo włosego przyjaciela.
-Aua! Kurwa ! Dobra już się odwracam.-zgrabnie oparł się plecami o wanne, a ja zaczęłam delikatnie całować jego szyję.-A tobie co?
-Dopieścić cię może. Przecież jesteśmy parą.-Nie przerywałam a on tylko czasami pojękiwał.
-Taki związek mi odpowiada.
-No widzisz.-Moje mokre dłonie zaraz delikatnie zciągnęły jego koszulkę i delikatnie masowały jego klatke piersiową. Ten nagle się odwrócił. Spojrzał mi w oczy i kiedy maksymalnie zbliżył swoje usta do moich wrzasnełam:
-NIE DLA PSA KIEŁBASA! -I chlapnęłam mu prosto w twarz. Ztarł sobie wodę z twarzy patrząc na mnie idiotycznie. Wstał i delikatnie zciągnął sobie mokrą już koszulkę.
-To było wredne! -Zasmucił się i wrócił na swoje miejsce.
-Ale jak mam Cię pocałować jak znam Cię dwa dni. W ogóle, związek po dniu znajomości!? To jakieś takie nie normalne jest.-Mruknęłam unosząc delikatnie nogę ponad poziom wody.-Podasz mi ręcznik?-zapytałam nie czekając długo na jego reakcę. Złapałam go i zaraz owinęłam się wychodząc z wanny. Usiadłam na pralce przyglądając się mu gdy zdejmował tyłem do mnie. -Masz naprawdę ładny tyłek.-Zamruczałam i zaśmiałam się uroczo.
-Dzięki.-usłyszałam w odwecie i ten zaraz znalazł się w wannie.
-Wiktor..Powiesz mi jaki jest Adam?
-Jasne..No to..-zastanowił się chwilę- dość specyficzny. Bo wiesz, widziałaś, jak przy tobie się zawstydzał, czarwienił. Na ogół taki nie jest. Pewny siebie, odważny, ale przy nas. Widziałaś jak zareagował na Rozalię.-Miał rację. Ta reakcja była dla mnie czymś zupełnie nowym. Taki jakby..Nie Adam. Zupełnie inny człowiek. Ale to też mi imponowało..Dwie twarze...Jedna potulna jak baranek, urocza, słodka, a druga wredna, zabójcza. Jak kolwiek dziwnie to brzmi. Kto by tak potrafił? Jeszcze tak skutecznie ukrywać jedną z nich. Intrygujące..
-Coś jeszcze muszę wiedzieć?-odezwałam się cicho.
-Tak.-Wstał, złapał ręcznik wiszący obok niego i owinął sie nim w pasie.-Jest potwornie wrażliwy.-Wyszedł z wanny i wypuścił wodę, zaczął się delikatnie wycierać.-Nie zdziwił bym się, gdyby przez całą noc płakał.-Wzruszył ramionami podszedł do zlewu i umył zęby. Przeczesał parę razy włosy i wyciągnął mnie za rękę z łazienki do mojego pokoju. Odłorzył moje świerze ubrania i podał mi swoją koszulkę. Szybko założyłam ją na siebie zakładając jeszcze świerzą bieliznę. On ubrał się i wyszliśmy z pokoju. W salonie siedziała już reszta.
-I jak tam nasze zakochańce?-odezwał się Janusz, a ja zaśmiałam się cicho.
-A dobrze..Nawet bardzo..-Zamruczałam i wtuliłam się w Wiktora.
-No no, było ostro? -Wyszczerzył się Kuba a ja musnęłam nosem policzek przyjaciela warcząc cicho
-Jest cholernie dobry. -Złożyłam buziaka ma jego policzku i zajęliśmy miejsce obok reszty. Na stole stał talerzyk z czterema kanapkami i dwoma kubkami kawy.
-Zrobiłem wam śniadanki. Za wczorajsze dla mnie Leno. -Kuba podsunął nam talerzyk a ja zaraz podałam jedną z kanapek Wiktorowi.
-Dziękuję Kubusiu. -Zaczęliśmy zajadać ze śmiechem rozmawiając przy tym z reszą jak wyglądała nasza pseudo romantyczna noc. Po chwili Wiktor upijając ostatniego łyka kawy zsunął mnie sobie z kolan i uśmiechnął się.
-To ja idę do sklepu. Po fajki. Chce ktoś jeszcze? -Ja uniosłam lekko dłoń, a on przytaknął i wyszedł. Złapałam naczynia i ruszyłam do kuchni po czym zaczęłam je zmywać nucąc pod nosem wczoraj powstałą melodię. Zaraz nucenie przerosło w delikatne kręcenie biodrami w rytm wypowiadanych słów a potem, melodia przerodziła się w The Other Site Aerosmith, a moje ruchy w dziki taniec. Wszysyko przepadło gdy za sobą usłyszałam cichy śmich. Szybko odwróciłam się zachaczając nogą o nogę stojącego za mną. Zachwiałam się i mało nie upadłam gdy Adam mnie złapał, po czym sam zachwiał się i oboje upadliśmy, tak, że ja leżałam na nim. Uniosłam delikatnie głowę, a jego czekoladowe ogromne oczy wpatrywały się w moje. Lekko rozchylił usta nadal nie odwracając odemnie wzroku. Przygryzłam leciutko wargę i złożyłam delikatnego całusa na jego ustach kiedy poczułam jak on pdzywiera mnie do siebie i odwraca tak, bym to ja była na dole. Całował mnie coraz łapczywiej i namiętnuej wplatając dłonie w moje włosy. Nie przerywałam. To taki zupełnie inny Adam. Nie taki spokojny, wstydliwy, wrażliwy, a ten odważny. Całował tak dobrze, niby namiętnie, a potwornie delikatnie. Pieścił językiem każdy skrawek moich ust, tak, jakby chciał mnie przekonać, że to on jest tym właściwym.
-Adam..-mruknęłam między pocałunkiem, kiedy ten gwałtownie odsunął się z zawstydzoną miną.
-Przepraszam..-powiedział cicho i wstał. Położyłam się wygodnie na podłodze patrząc na niego.
-Nie przepraszaj. Wróć tu..-Powiedziałam cicho, a on jak na rozkaz położył się obok. Spojrzałam na niego i wsunęłam dłoń pod jego koszulkę masując jego brzuch.
-Co robisz..Masz Wiktora.-Powiedział cicho gapiąc się w sufit.
-To ściema..
-Jak to?
-Normalnie..O tobie w tedy mówiłam. -Odwróciłam wzrok.
-Powinienem wstać, wyjść i cię olać.
-Wiem, ale też Ci się podobam prawda? Dlatego tego nie zrobisz, hm?
-Zgadza się.
-Wiedziałam.

środa, 17 lipca 2013

Rozdzial 3

-Lenaaa!
-Czego do cholery?!
-Kupa chce tuli tuli!
-Masz obok Adasia!
-A dobra!-i w tym momencie uszczęśliwiony Kubuś wpadł w ramiona lekko zirytowanego Adama. Ja tylko zaśmiałam się i znów zsunęłam się na kolana Wiktora.
-Uroczy są.-Wyszczerzyłam się.
-Tak. Zdecydowanie do siebie pasują.-Zaśmiał się Witek i po chwili usłyszeliśmy oburzony głos Adama, który bez skutecznie usiłował odepchnąć od siebie Marie.
-Kurwa co?! Ja do niego?! W życiu!-Nadal usiłował się wyrwać.
-Jesteście niczym....Mmmm...Ja i Witek! -Przytulilam Wiktora.-Z tą różnicą iż ja i Witek stanowczo do siebie nie pasujemy. Czyli...Dobra ja już siedzę cicho.-Podrapałam się
po głowie i skrzywiłam. Po chwili nastał nas dzwonek do drzwi.
-Ej..To chyba Rozalia..O żesz w ryj. A tu burdel! Chlopaki do sprzatania!-Warknal wkurwiony Leszek a reszta natychmiast sie zerwała. Zaczeli chować śmieci gdzie sie da. Pod kanape, do szafy, za telewizor, do mojej walizki..Coooooo?!
-EJ ! STOP ! -wydatlam sie. -KTO TO DO CHUJA PANA JEST ROZALIA?!
-Nasza menadżerka.-sepszony Leszek z rumieńcami na policzkach.
-A. To nie przeszkadzajcie sobie.-Oni szybko wrócili do sprzątania, a ja ruszyłam w stronę drzwi i otworzyłam je z uśmiecha. Przedemną stanęła wysoka kobieta o czarbych lokach...wygladala niczym...Damska wersja Slash'a.
-Czeeeeeść!-wyszczerzylam się.
-A Ty to kto znowu?-Skrzywiła się. Jezu. Kultury trochę kobieto.-Pewnie nowa laska Janusza, co?
-Eee...Nie.?
-To kto niby?
-Twój najwiekszy koszmar na co narazie wychodzi. Z resztą. Lena. Miło mi. Mieszkam tu.
-Tak po prostu?-Znow ten krzywy nienawistny wzrok.
-No najwyraźniej. Znaczy...Przyjaźniłam się z chłopakami jak byliśmy mali i teraz sie znaleźliśmy i...
-Ta. Ta. Wzruszająca historia. Wpuść mnie malutka. -Odepchnęła mnie na bok i weszła do środka.-Leszeek ! Jak nowe teksty?!-Tamten tylko podbiegł do niej z dwiema kartkami i podał je. Jego policzki wydawały się płnonąć. Zachowywał się niczym mała chiuaua, ostatecznie posłuszna swojej właścicielce. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-Adam! A jak muzyka?!
-Nie mam jeszcze.
-Że słucham?! Chcesz żeby zespół w.końcu wydał płytę?! Nadal bedziesz sie tak opierdalał?!
-Nie mam zamiaru robić tego, co mi każesz. Chce pisać własną muzyke, czaisz?!
-Skoro masz zamiar tak mnie traktować to może wylej mnie z tego stanowiska!
-A prosze bardzo. Zwalniany Cię. Mruknął Adam.
-Popieram.-Kuba ssający kciuka.
-I ja.-wkurwiony Janusz popierdalający po cymbałkach.
-Ja też.-Wiktor wybijający rytm na fotelu.
-Nawet ja popieram!-Tu podniosłam rękę i uśmiechnęł się wrenie.
-Niieee ! Niieee ! Nie mozecie jej wywalić! Niiee! Rozalia! Ja Cię kocham nie odchodź!-Czyli Leszek jakiego pierwszy raz widziałam. Jestem to krótko, no ale teraz mnie zgasił. Lesiu romantyk. O nie. Rozalia tylko rzuciła w niego owymi kartkami i ruszyła na swoich wysokich obcasach do wyjścia. Jak się spodziewałam blondyn ruszył za nią. Dźwięk trzaśnietych drzwi i nagle wszystkie oczy zwróciły się na Kubę który nadal ssał kciuka.
-Co ty kurwa robisz?!-Odezwał się Janusz gapiąc się na niego jak na debila.
-Dżazga mi weszła! -Smutna minka i powrót do ssania. Spojrzałam z wielkiem WTF 'em na Adama a on tylko szepnął coś w stylu 'normalka'. Wzruszyłam ramionami i zasiadłam na kanapie. Zerknęłam na Adama.
-No to pokaż nam coś ze swoich kompozycji.
-Nie. Nic nie mam. Tak tylko palnąłem.-zamrugał szybko pare razy i z zawstydzoną miną odwrócił odemnie wzrok. Był naprawdę uroczy gdy się zawstydzał.
-Widzę, że kłamiesz. Dawaj.-Pokręcił głową.-No Adaś.-westchnął. Wyszedł z salonu i po chwili zobaczyliśmy jak targa za sobą piecyk a na szyi ma przewieszonego czarnego Ibaneza. Podłaczył wszystko i nagle zaczął klikać w struny niczym Eddie Van Halen tworząc genialne intro. Ja tylko wytrzeszczyłam oczy. Wiktor zaczął wybijać rytm na kolanach. A Janusz wybijać coś pod to na cymbałkach. Ja uśmiechnęłam się i zaraz rytmicznie wypowiedziałam.
-Eyes on you, all stars in the puppet show.-Kuba wyszczezyl sie i powtarzał te słowa w kółko razem ze mną rymicznie. Wszyscy się uśmiechnęliśmy i cała zabawa się rozkręciła. Jedno intro w kółko, jeden rytm na kolanach, jedno uderzenie w cymbałki, i jedna linijka tekstu. Gdy dźwięk gitary ustał razem z nim wszystko inne. Jednak na wszystkich twarzach pokazał się jedno znaczny banan.
-AAAAAAA ! ZAJEBIOOZA !-rozentuzjazmowany Kuba wstał i zaczął biegać po całym pokoju. Pokręciłam głową i spojrzałam na resztę.
-On serio tak zawsze?!
-Do czasu aż dawka przestanie działać, choć w sumie..dużej różnicy nie ma.
-On ćpa?!-wytrzeszczyłam oczy na stojącego na przeciwko mnie Adama który podał mi Ibaneza i zasiadł na moim miejscu.
-Jak pojebany. Ale on już ma tego tyle w organiźmie, że prędzej zdechnie jak przestanie, niż jak będzie brał dalej.
-No skoro tak..-Przewiesiłam gitarę przez ramię i zaczęłam grać to, co on wcześniej. Posłał mi zadowolony uśmiech. Tak cudownie się uśmiechał. Prrrr. Lena. Spokój. Skup sie na grze. I szybko.owa melodia przeszła w Right Now Van Halen. Kochałam gitarę łączącą się z klawiszami w tym utworze. Skupiłam się na gitarze i grałam dalej jednak po chwili poczułam rękę na swoim ramieniu.
-Zaczekaj chwilę.-Odezwał się szorstki głos Janusza, który zaraz pobiegł do swojego pokoju. Wrócił z klawiszami które podłączył i położył sobie na kolanach. Ustawił palce i zaraz robrzmiewało szybki intro owej piosenki. Zgrałam się z nim i powoli niczym Edek wchodziłam z gitarą. Czasem zerkaliśmy na siebie upewniając sięczy wszystko dobrze gramy. Gdy rozbrzmiewała zwrotka z moich ust wypłynęły pierwsze słowa. Kuba spojrzał na mnie z jednym ze swoich dumnych uśmiechów. Pewnie byłby to duet ale reszta zdawała się kompletnie nie znać tej piosenki. Kiedy zakończyliśmy ja odstawiłam gitarę, a Janusz oparł klawisze o fotel.
-No pięknie. Nie wiedziałem, że tyle potrafisz. To może wymienimy Cię z Adasiem, co?
-No chyba tak dobra nie jestem.-Zerknęłam na łysola i zobaczyłam jak jego policzki różowieją, a on usilnie próbuje odwrócić wzrok. Przygryzłam wargę i patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Zdawało się, że reszta gapiła się na nas, a ja tylko miałam ochotę podkecieć i przytulić się do niego. Jednak po chwili otrząsnęłam się jednak nie odwracałam od niego wzroku.
-Zakochałam się w 2 dni. No pięknie. Cholernie mi się podobasz.-Mruknęłam i wszystkie spojrznia, łącznie z jego szybko zwróciły się na mnie. Ja tylko zakryłam sobie usta dłońmi. Nie miałam mówić tego na głos! Miałam pomyśleć ! Kurwa !
-O kim ty mówiłaś?!-Cholernie zdziwiony Adam odezwał sie mierząc mnie spojrzeniem. Speszyłam się. Zaraz przniosłam wzrok na osobę, z którą oswoiłam się tu najbardziej.
-Ja..To było o Wiktorze.-Puściłam mu oczko, a on zaraz przyciągnął mnie do siebie i cmoknął w polik. Spojrzałam lekko zażenowana na resztę i wtuliłam się w długo włosego.
-Uuuu...No pięknie. Nowa para się nam skroiła ! Wiedziałem, że do tego dojdzie ! - odezwał wpół rozbawiony Leszek który właśnie wszedł do mieszkania. Posłałam mu smutnawy uśmiech. Wikto był odmnie sporo wyżsy dlatego opierałam się policzkiem o jego klatkę piersiową i powoli mierzyłam wzrokiem reakcje innych. Wszyscy wydawali się być zadowoleni, prócz Adama, który nagle dziwnie posmutniał. Wiktor zaciągnął mnie szybko.do mojego pokoju.
-Wiesz, że musimy spać w jedym pokoju teraz?- pokiwałam głową i usiadłam na łóżku.
-Zrobie Ci coś wygodnego na podłodze. W ogóle potwornie zjebałam.-Złapałam się za głowę i lekko szarpnęłam włosy.
-Ej. Pomoge Ci jakoś. Zobacz, teraz nie moge wyrywać lasek na imprezach ale przynajmniej wynagrodzone tobą, a co do Adama, on i tak zawsze żył w zasadzie, że jak znajdzie sie ta jedyna, to trzeba na nią czekać. A chyba ty dostałaś ten zaszczyt.
-No okej..To co teraz robimy?
-Siedzimy i udajemy, że sie pieprmy. Spoko. Ściany są dźwiękoszczelne. Czyli musimy tu przesiedzieć do wieczora.
-No okej.-I właśnie tak przesiedzieliśmy omawiając jak omamić Adama. Jak skutecznie udawać parę i jak to zakończyć. Nim.sie obejrzeliśmy słońce zaszło.i oboje wygodnie ułożyliśmy się na swoich posłiach. Zasnęliśmy.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 2

Obudziły mnie promyczki drobnego słońca wpadające do pokoju. Przeciągnęłam się i po chwili zobaczyłam jak spada ze mnie koc. Koc? A nie ważne, może po prostu nie pamiętam, żebym się przykrywała. Wstałam i zaraz wyciągnęłam świeżą bieliznę i ubrania. Zdjęłam z siebie reszte i naciągnęłam majtki i spodnie, po chwili uniosłam swój czerwony biustonosz i zaczęłam szarpać się z cholernym ramiączkiem, które w ciąż się odpinało.
-Cześć chcesz coś na...O kurw mać wybacz.-Trzask zamykanych drzwi. Kto tu do cholery był?! Nie ważne, gdy już ogarnęłam co powinnam, włożyłam go na siebie, a potem czarną koszulkę z wyciętymi bokami z Guns N' Roses. Usiadłam tak ubrana na łóżku zastanawiając się, który z chłopaków to był. Na pewno nie Kuba. On ma najbardziej specyficzny głos. Jednak to stwierdzenie w żadnym stopniu mi nie pomogło. Nie miałam ochoty dalej sie nad tym głowić. Wstałam z głębokim westchnięciem i podeszłam do drzw ipokoju, które natychmiast otworzyłam. Pokierowałam się w stronę salonu i ujrzałam Adama, Wiktora, Janusza i Leszka jedzących śniadanie. O ile ie nie mylę, były to....tosty?
-Ej..Dlaczego dla mnie nie ma?-Zapytałam używając udawanie smutnego tonu.
-No przecież pytałem czy..-zawstydził się Adam, a jego policzki zaraz oblały się rumieńcem. Wyglądał uroczo. Szybko do niego podbiegłam i wyrwałam mu z ręki jeszcze nietkniętego tosta i szybko zaczęłam go jeść.-Ej ale on był mój !
-Za karę! Następnym razem naucz się pukać, a nie..-Gdy skończyłam oblizałam sobie palce denerwując go i zasiadłam pod kanapą opierając się plecami o nogi Leszka. ten westchnął tylko i wrócił do oglądania telewizji. Po chwili zobaczyłam jak Wiktor wyrywa pilota Januszowi i przełącza na BBC Knowledge. Kolejny maraton Top Gear. Ja zaraz pokręciłam głową. Uwielbiałam ten program, a już na pewno byłam wielbicielką pomysłów Richarda Hammonda.
-Kiedyś sobie takiego kupię..-zaczął Wiktor a ja tylko spojrzałam na telewizor.
-Aston Martin DB9? Faktycznie fajny.-Zaśmiałam się. -Ale jak dla mnie nadal lepszy DBS.
-No coś ty..W ogóle..dziewczyno, ty się na tym znasz?!-Wzruszyłam ramionami i wróciłam do oglądania. Wszyscy co jakiś czas parskaliśmy śmiechem, a ja przeniosłam się tak, by opierać się o Witka. Oparłam głowę o jego kolana tak by patrzeć mu w oczy.
-Aston Martin , Aston Martinem, ale zajebiście było by mieć Mustanga 65 Cabrio.-Westchnął i spojrzał na mnie z pogardą.
-Nigdy nie jarały mnie Mustangi, ale za starszych aut..podoba mi się Rover 75.-Wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Jest zajebisty...ale musi mieć chromowane lusterka ! I być...ciemno zielony...-rozmarzyłam się i spojrzałam w sufit, nagle poczułam jak Wiktor zsuwa mnie sobie na kolana i zafascynowaniem zaczyna bawić się moimi blond loczkami.
-Zajebiste to ty włosy masz!
-Ty masz fajniejsze!
-Zamieniamy się?
-Dobra!-Wybuchnęliśmy śmiechem i nagle zobaczyliśmy bladego, niedospanego Kubę, który wygmerał się z pokoju w samych bokserkach, ziewając i bardziej targając swoje już i tak rozczochrane włosy.
-No kurde, na chuj się tak drzecie!
-A ty Kubuś, jaki chcesz samochód? -Zapytał z wyszczerzem Wiktor a ja zachichotałam.
-Jak dla mnie to Maluch i dobry byle by jeździł ! - znów ziewnął i jebnął przed kanapą. Położył się i zaczął oglądać z nami.-A śniadanie dla Marysi gdzie?
-W DUPIE !
-Kogo?
-Adama!
-Kurwa, dlaczego mojej?!
-Bo masz najmniejszą!
-Lena ma najmniejszą!
-Masz coś do mojej dupy?!
-Jaaaaaa? Nigdyyy !
-No ja myślę!
-To gdzie to śniadanie!
-W dupie Adama!
-To ja już nie chcę...
-Twoja decyzja!
I nagle wszyscy prócz Kuby zanieśli się śmiechem. Ja pokręciłam parę razy głową i zsunęłam się z kolan Witka siadając na podłodze i znów opierając się plecami o jego nogi, a stopy trzymałam na plecach Kuby.
-Ej, ej mała. Jesteś tu zaledwie dzień, czy tobie już tu nie za dobrze ?!-Zapytał Maria przez śmiech gdy przeniosłam stopy na jego tyłek.
-Polubiłam was. Miłe z was chłopaki.
-Do czasu.-Mruknał Janusz, którego głos usłyszałam raptem drugi raz. Chyba niezbyt towarzyski człowiek. Kto tam go wie, urodziwy też zbytnio nie jest. W każdym razie, każdy już błądził myślami w innym świecie, ja marzyłam o swoim Roverze lub Mustangu, Witek o Aston Martinie, Adam bezmyślnie bawił się palcami, Leszek oglądał wiadomości, Janusz...chuj go tam wie, a Kuba mlaskał wyczekując swojego wymarzonego śniadanka. Po chwili poczułam jak łapie mnie za kostkę.
-Głooodny! Głoooodny! Jeeeeśść!
-To sobie zrób!-I w tym momencie usiadł przede mną skrzyżnie z miną pokrzywdzonego małego dziecka, chyba nie miałam wyjścia. Zniechęcona wstałam i ociągając się ruszyłam do kuchni, tam przeszukałam wszystkie szafki i z jednej wyciągnęłam płatki owsiane, jakąś miskę, a z lodówki mleko. Nalałam mleka do miski i szybko wsadziłam do mikrofali, gdy było już ciepłe, dodałam płatków i zaniosłam mu do salonu.
-Trzymaj!-Podałam miskę, a on z zacieszem na twarzy pocałował mnie w policzek.
-Dziękuję. Stwierdzam iż oficjalnie już, Cię lubię. Kto jeszcze? - W górę wzniosły się wszystkie ręce prócz Janusza, czego mogłam się spodziewać.
-Ej..w ogóle tak jakoś mi się wspominać zachciało, Kubuś, pamiętasz jak bawiliśmy się na podwórku z taką dziewczynką, nazywała się Milenka, urocze dziecko to było. Ja miałem 13, ty 14, jak ta mała miała 5 lat, latała za nami i krzyczała, że mamy jej dać mandarynkę.-Na te słowa wybuchnęli śmiechem, Kuba pokiwał głową.
-Nawet ja to pamiętam!-Wykrzyczał Wiktor.-Tylko ja w tedy miałem 9 lat...Lesiu też pewnie pamięta.-Blondyn pokiwał twierdząco głową.
-A ja nie wiem nigdy nic..-Znów jakże rozkoszy pan Janusz.
    Po chwili zdałam sobie z czegoś sprawę, gdy miałam pięć lat, miałam tu w Łodzi paru kumpli, nigdy nie pamiętałam ich imion, z resztą nie były mi potrzebne. I...cholera. Kochałam mandarynki.
-Jak mówicie miała ta dziewczynka na imię?
-Milena!-Uśmiechnął się Adam.
-Milena. MiLENA. Lena. Milenka. Lenka. Mówi wam już to coś?!
-O ŻESZ W RYJ TO TY !
-Tera też dobie to uświadomiłam. Czyli mamy powód, dlaczego po paru godzinach zaczęłam tak was traktować, wiecie, jakbym was znała.
-Faktycznie..Sporo mi to wyjaśniło. I już chyba wiem, dlaczego tak zainteresowałaś mnie na Piotrkowskiej. Wydawało mi się, że z kąś cię znam, ale myślałem, że pomyliłem się. Ja pieprzę, 16 lat.
-Wspomnienia łączą ludzi Kubusiu.
-Ej, w tedy mówiłaś na mnie Kupa. -Zrobił smutna minę, a ja wybuchnęłam śmiechem i zmieniłam swój ton , na ton małego dziecka.
-Kupa! Kupa ! -I  reszta, nawet Janusz wybuchnęła i śmiechem.
-A ja byłe Anan.
-Ooooo..nasz kochany Ananaek.
-A na mnie mówiłaś Witjol.-Zmarszczyłam usta w dziubek i pogardziłam go spojrzeniem.
-Biedny Witjol!
   I atmosfera całkowicie się rozluźniła. Nie wierzyłam, że znajdę tu kiedyś starych przyjaciół, a tak naprawdę stało się to czystym przypadkiem.

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 1.

Lublinek. Czyli Łódzkie lotnisko im.Władysława Raymonta, które ostatni raz widziałam jakieś 11 lat temu. Co prawda miałam 10 lat, ale co nieco pamiętam. Czekałam przed wejściem, na przystanku na jaki kolwiek autobus. Tak w zasadzie nie musiała długo tu stać bo autobus przyjechał praktycznie od razu. Szybko zajęłam miejsce, walizki postawiłam obok siebie i oparłam policzek o szybę. Przyglądałam się dokładnie budynką. Z każdą minutą jazdy wspomnienia wracały, czasem przyjemne, czasem nie. I tak było mi to obojętne, nie chciałam wspomnień, to miał być nowy początek.
   Autobus nagle zatrzymał się na jednym z przystankó,  gdy wyjrzałam przez okno ujrzałam bardzo dobrze znaną mi szeroką ulicę. Szybko złapałam walizki i ruszyłam w jej głąb, gdy zobaczyłam te wszystkie domy, ławki,  sklepy, restauracje czy bary moje usta mimowolnie zgięły się w uśmiech. Rozglądałam się i trzepałam swoimi lekko pokręconymi blond włosami na wszystkie strony.
-Łódzki Wiiiidzeeew ! Łódzki Widzeeew ! Walczy całaaa Czerwona Armia ! -Usłyszałam krzyk jakiegoś nawalonego faceta bez opamiętania przemierzającego chodnik. Ciągnęła niemrawo walizke za sobą. Na jedym ramieniu mialam torby swoje i matki, a na drugim pokrowiec ze swoją gitarą. Po chwili zajęłam miejsce na kluczu wiolinowym przy fortepianie Rubinsteina i wyciągnęłam instrument z pokrowca. Nie długo minęło jak zaczęłam brzdąkać Patience, czyli prowdopodobnie mój życiowy hymn, rozłożyłam pokrowiec przed sobą i nie przerywałam grania. Wygwizdałam zgrabnie intro, a potem dołożyłam i do tego śpiew. Po chwili wokół mnie powstało grono klaszczących ludzi, na czele z niewysokim chłopakiem, chyba jakoś w moim wieku, o niezbyt długich, ale i nie krótkich ciemno brązowych włosach i cudownych czekoladpwych oczach. Jego usta zaraz przybrały uśmiech ukazując dołeczki , a ja przez zagapienie w niego szarpnęłam nie tę strunę co powinnam i szybko przerwałam grę. Drobniaki zaczęły sypać się do pokrowca a on nadal stał i o ile się nie mylę, liczył każdą złotówkę.
-No brawo barwo. Masz dwie dychy! -ja tylko zabawnie zapiszczałam i uniosłam gitarę w geście triunfu. Dobrze wiedziałam, że to nie na tym mi zależało, ale podobała mi się to. Te swie dychy starczą mi już na 4 butelki jakiegoś chujowego wina i wystarczy. Po chwili chłopak zaczął zbierać drobne z pokrowca, a ja jak idiotka zamiast zwrócić uwagę, przyglądałam się. Ten jednak zamiast uciec podał mi pieniądze, które natychmiast wrzuciłam do torby. Zasiadł na kluczu wygodnie obok mnie i zmierzył mnie wzrokiem po czym podał mi rękę.
-Kuba jestem.-z uśmiechem uścisnęłam mu dłoń.
-Lena. Miło mi. -I na tych słowach nasza rozmowa umilkła. Zastanawiałam się po co on właściwie siedzi bez słowa obok. Miał taki..niski zachrypnięty głos. Nie powiem, bardzo pociągający.
Jednak ta cisza ciągnęła się w nieskończoność. Odwróciłam głowę w jego stronę.
-No to Jakubie..Jesteś z Łodzi?
-Tak!-odpowiedział łapczywie szczerząc się.-Mieszkam z kumplami z zespołu.
-No prosze. Masz zespół. Co gracie?-pokręcił tylko głową i wlepił wzrok w ziemię. Szybko potargał sobie włosy i westchnął.
-A bo ja wiem. Nie lubimy się określać. Po prostu Rock, choć niektórzy nazywają to Rockiem progresywnym czy Art Rockiem.-pokiwałam głową ze zrozumieniem i wlepiłam wzrok w wejście do kamienicy przed sobą.
-A ty? Jesteś z Łodzi?
-Nie..Znaczy..Urodziłam się tu, ale jak miałam 10 lat wyjchałam do Londynu. Teraz jestem tu...i...
-..i nie masz gdzie mieszkać, zgadłem?-pokiwałam głową i krzywo się uśmiechnęłam.-No to zamieszkaj narazie z nami póki nie znajdziesz mieszkania. Mamy wolny jeden pokój, taki akurat, a nie imprezujemy często. Jesteśmy dość ogarnięci. Płacisz tylko swoją działke za mieszkanie i tyle. -wzruszył ramionami i spojrzał na mnie serdecznie. Zaczęłam to dokładnie przemyślać jegi propozycję jednak po chwili pokiwałam głową i posłałam mu krótki uśmiech.
-W sumie..czemu nie.-jednak propozycja mieszkania z pięcioma facetami była conajmniej dziwna. Miałam nadzieję jednak, że nie będe musiała na długo tam zawitać. Chciałam jak naszybciej znaleźć własne mieszkanie i pracę.
-Nie daleko mieszkamy, to jak?-ponownie przytaknęłam i wstałam. Zapakowałam gitarę i zarzuciłam ją na ramię, to samo zrobiłam z torebkami, a Kuba złapał moją walizkę. Nie długo po tym doszliśmy do niewielkiego domu, z ogrodem. Otworzył mi furtkę, a ja weszłam, po chwili zrobił to samo z drzwiami wejściowymi i natychmiast się wydarł.
-Chłopaki, znalazłem współlokatora! A raczej lokatorkę..
-Kto to? Pewnie znowu jakaś niewyrzyta mało-przerwał swój monolog wysoki blondyn i zmierzył mnie spojrzeniem.-Dobra. Nic nie słyszałaś. Leszek jestem.
-Lena..
-Pokażcie mi tą ślicznotkę..-kolejny blondyn, tym razem odrobinę niższy.-Ou. Janusz, miło mi.-kiwnęłam głową. Następnie ukazał mi się brunet, o długich włosach i niebieskich oczach. Niezwykle przystojny, i idealnie zbudowany.
-Wiktor..-podszedł do mnie i pocałował wiesz mojej dłoni.
-Po co kurwa całe to zamieszanie no..-pokazał się śreniej wysokości chłopak, szczerze to praktycznie łysy, w każdym razie..nie widziałam go w innej fryzurze..To pasowało do niego wręcz idealnie. Ciało też miał cudowne i do tego uśmiech i ogromne brązowe oczy.-Dobra. Już czaje. Jestem Adam.-uśmiechnął sie ukazując rząd białych zębów.
-Chodź, pokaże Ci mój pokój. Widzę, że jesteś zmęczona.-Złapał mnie za rękę i zaprowadził na piętro, a potem wprowadził do pokoju. Był nieiwelki, z dwirma szafkami. Biurkiem i łóżkiem, o bordowo kremowych ścianach.
-No i cudnie. Dzięki.-Kiwnął głową i wyszedł. Ja nie przebierając się położyłam się na łóżku i pod wpływem zmęczenia zaraz zasnęłam.

PROLOG.

No to mówie, wszystko prócz zdjęć i nazwisk chłopaków jest fikcją, znaczy wiecie, może niektóre cechy charakteru, ale poza tym, więkrzość zmyślona. Tak samo jak i wydarzenia.  To chyba tyle odemnie..A. Prolog bedzie krótki, ale sądzę iż ważny.
----------------------------

-Ty mała suko ! Miałaś posprzątać! -poczułam kolejny mocny cios na swoim policzku.
-Przecież..przecież..ale..-i kolejny, tym razem w brzuch, złapałak się za niego i mimowolnie zgięłam w pół.
-Spierdalaj z tego mieszkania! Skoro nie chcesz robić tego co jak Ci każe,  nie ma tu dla Ciebie miejsca! Wyperdalaj! -rzucił we mnie walizkami i wskazał groźnie na drzwi. Ja złapałam szybko torebkę swoją i matki i wybiegłam. Spacerowałam tak po ulicach Londynu, szukając ucieczki. Moje nogi poniosły mnie pod lotnisko. Zerknęłam na tablicę wylotów i w tedy zobaczyłam ten napis "Łódź, Poland 6:38 p.m" i wszystko wydało się jasne. Ruszyłam szybki krokiem do kasy biletwej. Przeszukała zarówno swój portfel jak i matki. Pieniędzy było tam naprawdę sporo, w każdym razem wystarczająco na kupno biletu i wynającie miszkania w Polsce. Zakupiłam to co potrzebne, pobiegł do odprawy, oddałam bagaże i spokojnie udałam sie by zająć miejsce w samolocie. Przyżekłam sobie, że to ten moment gdy zaczynam nowe życie, samodzielne. Przecież i tak miałam już 21 lat. W każdym razie, to miał być nowy rozdział w moim nudnym życiu.